|
Blog > Komentarze do wpisu
Święta, święta i po świętach. Episkopat dalej dzielnie walczy z in vitro.
Witam wszystkich po wakacjach. W tym miejscu chciałbym serdecznie podziekować religii katolickiej za zafundowanie mi ponad tygodniowego urlopu. Oczywiście, gdyby obowiązywała tu inna religia, to już ona na swoje potrzeby by zaadoptowała czas przesilienia zimowego, ale ponieważ trafiło na katolików, to dziękuję katolikom. Troszkę nadrobię zaległości, więc dziś również w formie przeglądu. Zachęcam do przeczytania pełnych wersji artykułów. W sprawie relacji państwo - kościół (kwestie in vitro i matury z religii) mocno naciskany Rafał Grupiński, sekretarz stanu w kancelarii premiera dystansuje się od stanowiska hierarchów:Czy list Rady Episkopatu ds. Rodziny do parlamentarzystów - krytyczny wobec in vitro - to nie ingerencja w kompetencje państwa? Od siebie dodam, iż przypadkiem słyszałem fragment owego listy biskupów, gdzie oprócz in vitro (przez niektórych biskupów porównywanego do rzezi niewiniątek Heroda, co jest już szczytem perfidii) poruszano sprawy ogólnoobyczajowe, np. wspólne mieszkanie bez ślubu. Hierarchowie są zatrwożeni: Coraz trudniej wytłumaczyć potrzebę czystości przedmałżeńskiej. Sprawy, które jeszcze nie tak dawno były powszechnie traktowane jako nonsens, dzisiaj już są w dyskusjach dopuszczane. To dobrze świadczy o sposobie myślenia biskupów: "o pewnych rzeczach nie powinno się rozmawiać". W poprzedniej Gazecie Świątecznej pojawiło się też kilka komentarzy o in vitro i relacjach państwo - kościół (m.in. wspólnej komisji rządu i episkopatu): Władze robią wszystko, by uniknąć zajęcia jakiegokolwiek stanowiska w kwestiach spornych z Episkopatem. Ta abdykacja władzy to zła wiadomość. W sprawach światopoglądowych rząd Donalda Tuska chciałby mieć święty spokój. Episkopat zaś domaga się od polityków i władzy państwowej respektowania swojego nauczania i wskazówek politycznych - w sprawie wliczania stopnia z religii do średniej ocen, wprowadzenia religii jako przedmiotu nadobowiązkowego na maturze, sprzeciwu wobec Karty Praw Podstawowych oraz zakazu refundowania zabiegów in vitro z budżetu państwa. Jeszcze nie jest za późno. Rządzący mają czas, by się ocknąć i podjąć trud rozwiązywania realnych problemów. Byleby przestali chować głowę w piasek i nie zaklinali rzeczywistości opowieściami, że zwykłym Polakom potrzebne jest jedynie dobre prawo budowlane. Komentarz Magdaleny Środy: Rząd zdaje się zapominać, że Kościół przez setki lat był przeciw sekcjom zwłok, transplantacjom, demokracji, zasadom równości i że to rządy różnych państw zmusiły go do zmiany stanowiska w tych sprawach. Polska idzie niestety w przeciwnym kierunku. Gdzieś w papierowym wydaniu znalazłem jeszcze wywiad z szefem Klubu Inteligencji Katolickiej, bodajże Andrzejem Wielowiejskim. Zauważył on fakt, że przy naturalnym trybie płodzenia dzieci też ginie mnóstwo zarodków. Czemu biskupi jeszcze tego nie zauważyli? Były dominikanin, Tadeusz Bartoś też ma wątpliwości co do stanowiska biskupów i sposobu prowadzenia debaty przez episkopat: Któż może się przeciwstawić głosowi obrońcy moralności? Kto choćby wątpliwość wyrazi - współuczestnikiem zła się staje. Kościół powołany jest (tak myśli duchowny) do ochrony wyższych wartości, choćby przeciw zepsutemu narodowi. Kto dał jednak wyższy moralny status księdzu? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. A przecież, by możliwa była debata, otwarta rozmowa w kwestiach etycznych, potrzeba równości partnerów. Warto, by duchowni nie zapominali, że ich głos jest tylko jednym z równouprawnionych stanowisk w demokratycznym społeczeństwie, że nie mogą czynić siebie ostatecznymi arbitrami moralności. To trudna lekcja, chyba dziś najtrudniejsza dla katolicyzmu. Uff, ciekaw jestem końcowych decyzji rządu. Jutro odpoczniemy od in vitro, będzie za to o niesfornej lesbijce i pazerności biskupów. sobota, 05 stycznia 2008, pinkunicorn
TrackBack
Komentarze
Gość: godlark, ayf203.internetdsl.tpnet.pl
2008/01/06 13:05:04
Właśnie kościoł o tym zapomina, że jego głos jest jednym, a nie jedynym z uprawnionych do decydowania o losach państwa. Gdy był jedyny to by nie było wyborów, tylko arcybiskupi byli by w rządzie, biskupi w senacie, a inni w Sejmie.
|
|